Persona

Anna Pruszyńska, Monika Ogorzałek, „KOCHAĆ I BYĆ KOCHANYM. KRÓTKA ROZMOWA O TWORZENIU RELACJI MAŁŻEŃSKIEJ”

z Panią Anną Pruszyńską, współzałożycielką Ruchu Społecznego Ku Cywilizacji Miłości rozmawia Monika Ogorzałek.

Niejednokrotnie w dzisiejszych czasach zastanawiamy się czym jest miłość. Czy uczuciem? Może układem, albo decyzją? Żyjemy w cywilizacji Fast, w świecie fast-foodów, szybkich samochodów, szybkich informacji, ale czy to oznacza, że związki pomiędzy ludźmi również muszą być fast? Niekoniecznie. O istocie miłości i tworzenia trwałych relacji międzyludzkich opowiedziała dla „Traditio” Pani Anna Pruszyńska – współzałożycielka Ruchu Społecznego Ku Cywilizacji Miłości.

Kosmyk włosów z lat panieństwa, ususzone kwiaty od adoratora, stare pocztówki. Słowem: pamiątki z dawnych lat ukryte w strzępach wspomnień, zaklęte w zapachu- dawnym, acz tak znajomym. W tych wspomnieniach widać miłość. Gdzieś tam pomiędzy słowami, zapachami. Tak było kiedyś. Zbierało się wspomnienia. Powoli stopniowo poznawało się przez nie drugiego człowieka.

A jak jest dziś? Tęsknota za drugim człowiekiem się zmniejsza, bo w każdej chwili można napisać, zadzwonić, porozmawiać. Dziś, by poznać drugą połówkę wystarczy parę chwil. Wystarczy zainstalować aplikację randkową i wybrać jednego z wielu kandydatów/kandydatek. Wszystko: informacje, łącznie ze zdjęciem są łatwo dostępne. Czy to dobrze? Jest to niewątpliwie znak czasów, ale jak mówi Pani Anna Pruszyńska, z pewnością wspaniałym jest stan zakochania:
– „Kochać i być kochanym, to najpiękniejsze, co może spotkać człowieka”- zauważa Pani Anna. Dlaczego? Ponieważ z miłością wiążą się najwspanialsze emocje, często te skrajne. Mówienie „kocham cię” wiąże z miłością. To na pewno, ale czym ona właściwie jest? Uczuciem chwilowym? Zauroczeniem? A może zobowiązaniem? Wzajemną współpracą dwojga ludzi? Cóż… Zależy kogo zapytać. Młodzi przeważnie uznają miłość za niezwykłe uczucie. Sielankę pełną codziennych niespodzianek. Brak problemów. Jednakże to nie do końca jest miłość. To dopiero jej początkowa faza zwana zauroczeniem. Dlatego na tym etapie warto zachować dystans i nie oddawać się w całości, bo potem bywa różnie.

Jak było w przypadku Pani Anny? Jej mąż- Stanisław nie był jej pierwszą miłością. Młodziutka Ania szalała za brunetem, który jak później dowiedziała się, był żonaty, ale dla pana Stanisława, to właśnie Ania była pierwszą Miłością jego życia, i jak się potem okazało- ostatnią. Czym ją zdobył? Kwiatami? Słowami? Zachowaniem? Tym wszystkim po trochu. Ale przede wszystkim czasem i oddaniem duchowym:
– „Oboje mieliśmy szczęście. Bo oboje urodziliśmy się w kochających rodzinach. A przez to mogliśmy dawać tę miłość innym z szacunkiem do samego siebie i z szacunkiem do drugiego człowieka. A to bardzo ważne.”- wspomina Pani Pruszyńska.

A jak wyglądało okazywanie szacunku?
– Wspomniane kwiaty, drobne upominki, zainteresowanie sprawami codziennymi, wreszcie poświęcenie czasu drugiemu widoczne w wielogodzinnej (dokładnie sześciogodzinnej)1, podróży Stanisława z Krakowa do Wrocławia. Wspólne spacery, długie rozmowy, ale też spanie w osobnych pokojach przed ślubem kościelnym. To jest kwestia szacunku. Szacunek bez podtekstu seksualnego.

Pani Ania i pan Stanisław pochodzili z rodzin katolickich z tradycją. Poznali się i pokochali, zbudowali wyjątkową relację małżeńską. Jako dzieci mieszkali we Wrocławiu obok siebie, dzieliło ich zaledwie parę przecznic. Mieli wspólnych znajomych, dzięki którym się bliżej poznali, właściwie przez siostrę pana Stanisława (panią Magdalenę). Ona była tym spoiwem, ostatnim krokiem do bliskiego poznania się przyszłych małżonków. Ale chyba przede wszystkim czas wolny poświęcony na wspólne realizowanie pasji, m.in. wędrówki górskie, spacery po Bieszczadach i inne formy aktywnego wypoczynku pozwolił im się w sobie zakochać. Pani Anna, chociaż początkowo odrzuciła oświadczyny ze strony pana Stanisława, właśnie w okolicznościach wspólnych podróży rozpoznała w nim tego jedynego na całe życie. Na życie, które tworzyli z pasją, czego dowodem są liczne inicjatywy społeczne, w tym utworzenie Wspólnoty Ku Cywilizacji Miłości, czy wsparcie w ośrodkach pomocy dzieciom, zwłaszcza niepełnosprawnym:
– Zażyłość, jaka wytworzyła się między nami może wydawać się idealna. Bez większych niesnasek. Po prostu bajka. Możesz powiedzieć, że życie tak nie wygląda. To prawda. Również u nas nie brak kłótni, przede wszystkim tych o bzdury, np. klasycznej awantury o skarpetki porozrzucane na podłodze, o palenie papierosów przed snem przez męża. Jednak każde nieporozumienie rozwiązywało się przez rozmowę i próby dochodzenia do kompromisu, co oczywiście nie zawsze było łatwe, ale jak widać – opłacalne. Małżeństwo trwało aż 30 lat, czyli do śmierci Stanisława. Dzięki pracy nad sobą możliwe stało się utworzenie szczęśliwego małżeństwa pomiędzy nami.

My również dzisiaj, pomimo upływającego czasu, zmian pokoleniowych, technicznych powinniśmy tak traktować drugą osobę – jak podmiot, nie przedmiot. W ten sposób jawi się pełniej miłość do drugiego człowieka, a wraz z nią tworzy się cywilizacja miłości, wedle zaleceń Jana Pawła II. Cywilizacja oparta na szacunku i bezinteresownemu oddaniu drugiej osobie. Tak tworzymy lepsze jutro i stajemy się lepszymi ludźmi.

Idąc za przykładem Pani Anny i jej męża możemy starać się być osobami otwartymi na innych i żyjących „dla” innych. Miłość płynąca ze związku pomiędzy dwojgiem ludzi oddziałuje także na otoczenie. Do prawdziwej miłości trzeba dużej dawki zaufania i wielu wyrzeczeń. Kochajmy zatem szczerze i z oddaniem. Bądźmy przy tym odważni, bo warto.

Red. Monika Ogorzałek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.