Proza

Żółty tulipan, rozdział 5

Stary ford wjechał na przestronny parking tuż obok dużego białego budynku i zatrzymał się na jednym z kilku wolnych miejsc. Watson wysiadł z auta a potem skierował kroki ku brązowym schodom prowadzącym do głównego wejścia. Gdy dotarł do przeszklonych drzwi, uniósł głowę i przeczytał znajdujący się nad nimi napis: Biblioteka miejska w Anheim. Złote litery nieśmiało błysnęły w promieniach porannego słońca.

Zastanawiając się, co też tu znajdzie pchnął drzwi i wszedł do środka. Chociaż minęło trochę czasu od kiedy był tu po raz ostatni, to pamiętał że biblioteka jest jedną z największych w okolicy i posiada w swojej kolekcji kilka tysięcy przeróżnych dzieł. W środku roznosił się specyficzny zapach książek i nawet gdyby Jack zamknął oczy, bez trudu odgadłby, do jakiego miejsca udało mu się trafić. Pod ścianami stały wielkie regały uginające się od rzędów opasłych tomów. Były podzielone na różne działy w zależności od poruszanej tematyki: horror, sensacja, przygoda, dramat… itp. Obok nich umieszczono małe boksy, w których każdy mógł usiąść i na miejscu przewertować wybrany egzemplarz. W kilku z nich siedziały pojedyncze osoby w skupieniu przeglądając rozłożone na blatach książki. Po środku dużej sali wznosiły się drewniane schody prowadzące na wyższe piętro jednak Jack nigdy tam nie był i nie miał pojęcia, jakie książki mogą się tam znajdować. Jeszcze raz rozejrzał się dookoła, jednak po chwili stwierdził, że nie ma tu tego, czego szuka.

Nie bardzo wiedząc od czego ma zacząć, postanowił zapytać młodą pracownicę biblioteki, która siedziała za drewnianym blatem i monotonnie wstukiwała coś na klawiaturze komputera. Ostrożnie do niej podszedł i lekko zakaszlał żeby zwrócić na siebie uwagę. Kobieta podniosła głowę z nad klawiatury i spojrzała na niego przez duże oprawki okularów. Wyglądała trochę jak niedoświadczona studentka na stażu, ale Jack był pewien, że gdyby zmieniła trochę swój image, mogłaby wywrzeć naprawdę niezłe wrażenie.

– W czym mogę pomóc? – przywitała go miłym tonem siląc się przy tym na wyćwiczony uśmiech.

– Czy biblioteka jest w posiadaniu archiwalnych egzemplarzy gazet? – zapytał Watson wlepiając wzrok w jej zielone oczy powiększone nienaturalnie przez szkła okularów.

– Oczywiście… – odrzekła, poprawiając dwoma palcami oprawki, – musi pan tylko wejść na górę i znaleźć odpowiedni regał. Czy już kiedyś korzystał pan z naszych zbiorów?

– Ostatnio raczej nie – przyznał szczerze Watson.

– A więc będzie musiał pan to wypełnić – kobieta wyciągnęła niewielki świstek papieru i przesunęła go po blacie.

Proszę go zwrócić przy wyjściu. Muszę pana zarejestrować w bazie czytelników.

– Będę pamiętał… – Jack wziął formularz i ruszył w stronę krętych schodów prowadzących na wyższe piętro biblioteki. Gdy wszedł na górę, od razu rzucił mu się w oczy duży dział po przeciwległej stronie sali z napisem: „archiwalia”. Podszedł do drewnianych regałów i przeczytał zawieszone na nich kolejno tabliczki: …81, 82, 83…

– Świetnie… – ucieszył się widząc, że czasopisma są ułożone chronologicznie.

Zrobił krok do przodu i gdy już miał podejść do właściwego numeru, niespodziewanie zatrzymał go jakiś głos.

– Pan też próbuje pogrzebać w historii, co? Gdzieś między regałami 77 i 78 stał młody chłopak ściskając w ręce egzemplarzem starej gazety. Miał jasne włosy w kolorze piasku i ciemnozieloną koszulkę z napisem „Just dig it”. Wyglądał trochę jak nawiedzony licealista.

– Tak… – powiedział Watson. – A ty, co? Próbujesz coś odkopać?

– No jasne – chłopak zaśmiał się głośno. – Nawet nie wie pan ile ciekawych rzeczy można znaleźć w tych starych gazetach. Przeglądać je to prawie tak jak czytać kroniki historyczne.

Jack pomyślał, że przy tym chłopaku on sam wygląda jak żywa kronika historyczna, ale mimo wszystko młodzieniec go zaintrygował.

– Więc… co cię tu sprowadza? Odrabiasz zadanie domowe z historii?

– O nie, nie – odparł chłopak, – to coś o wiele bardziej interesującego. Szukam informacji o pewnej starszej kobiecie, którą znaleziono leżącą nieprzytomnie nad brzegiem morza. Było o tym głośno jakiś czas temu. Słyszał pan tę historię?

– Raczej nie…

– No więc ta kobieta leżała bez ruchu aż dostrzegła ją spacerująca para plażowiczów. Od razu wezwali karetkę, ale gdy staruszka się ocknęła, nie pamiętała kim jest ani jak się nazywa. Nawet nie była w stanie powiedzieć skąd się tam znalazła. Potrafi pan to sobie wyobrazić?

Jack pomyślał, że młody człowiek, który zagłębia się w historie z przeszłości to teraz rzadkość, ale mimo wszystko uznał, że chłopaka trochę poniosło.

– Rzeczywiście, to bardzo ciekawe, ale chyba można to jakoś wytłumaczyć. Ta kobieta mogła mieć po prostu amnezję, albo zwykłe zaniki pamięci, Takie rzeczy się zdarzają.

– Taaaaak? – zapytał chłopak, trochę powątpiewającym tonem. – A wie pan, że nikt nie potrafił zidentyfikować tej staruszki? Nie zgłosiła się żadna rodzina ani znajomi. Nie było jej też w żadnym spisie ludności ani w urzędowych kartotekach. Tak jakby pojawiła się na plaży zupełnie znikąd. To dość dziwne, prawda?

– Chyba tak… – przyznał Watson nie mogąc znaleźć żadnego innego wytłumaczenia. – Jak myślisz, kim ona była?

– Nie mam pojęcia – odparł młodzieniec i przerzucił kartki swojej gazety.

Ale coś panu powiem. Będę tu siedział dopóki się czegoś nie dowiem, przewertuje gazety z całego roku, jeśli będę musiał. A potem… – tu jego oczy zaiskrzyły z podniecenia, – mam zamiar odwiedzić plażę, na której znalezioną tą staruszkę. Kurde… to będzie dopiero spotkanie z historią, już nie mogę się doczekać.

Jack już miał powiedzieć, że jeśli chłopak chce się spotkać z historią to lepiej zrobi odwiedzając jakieś muzeum, ale właśnie wtedy młodzieniec zmienił temat i zainteresował się jego osobą.

– A pan czego szuka? – Też jakiejś niesamowitej historii z przeszłości?

– Można tak powiedzieć, sam do końca nie jestem pewien. Słuchaj, może wiesz co wydarzyło się czwartego kwietnia 2009 roku?

– Ach, jakaś tajemnicza zagadka, tak? – w oczach chłopaka znów błysnęły małe iskierki. – Uwielbiam takie rzeczy. Niech pomyślę…

Przez kilka sekund patrzył nieprzytomnym wzrokiem w dal a potem powoli pokręcił głową.

– Nie, nic mi nie przychodzi do głowy. Ale wie pan co? To jest odpowiednie miejsce, aby się dowiedzieć. Proszę spojrzeć na te regały – wskazał ręką półki ze stertami archiwalnych gazet, – to prawdziwa kopalnia informacji. Jeśli w tym dniu wydarzyło się coś ważnego, z pewnością gdzieś o tym napisali.

– Dzięki – odparł Jack, – taki mam zamiar. Powodzenia w szukaniu staruszki „znikąd” – dodał mijając chłopaka i kierując się w stronę regału z numerem 09.

Młodzieniec o piaskowych włosach tylko się uśmiechnął a potem zanurzył twarz w szeroko otwartej gazecie, zupełnie jakby za chwilę miał zamiar do niej wejść w całości.

Po kilka krokach Watson dotarł do odpowiedniego działu, rozejrzał się na boki i wszedł pomiędzy wysokie półki. Gazety stały w długich rzędach i Jack liczył, że podobnie jak regały, będą ułożone chronologicznie. Jednak, gdy przejrzał kilka pierwszych numerów poczuł niemiłe ukłucie zawodu. Najwyraźniej czasopism ta zasada nie obejmowała, bo większość była ułożona chaotycznie tak jakby każdy czytelnik odkładał je według własnego „widzimisię”. Młoda bibliotekarka z dołu też zdawała się rzadko tu zaglądać. Jack westchnął i zaczął żmudnie odchylać rogi kolejnych gazet. Trafił na daty z sierpnia, grudnia a także stycznia i października. Po kilka następnych minutach udało mu się znaleźć trzy kwietniowe numery, ale wszystkie pochodziły z drugiej połowy miesiąca. Jego ręce coraz szybciej przesuwały się po rogach gazet aż w końcu piętnaście minut później udało mu się trafić na to, czego szukał. Ostrożnie wysunął egzemplarz z datą czwarty kwietnia i poszedł z nim do najbliższego stolika przy ścianie. Rozłożył gazetę na małym blacie a potem powoli usiadł wlepiając wzrok w pierwszą stronę. Sporą jej część zajmowało zdjęcie przystojnego mężczyzny w krawacie, opatrzone wielkim nagłówkiem: Śmierć młodego milionera – wypadek czy zabójstwo?

Jack przewrócił stronę i pobieżnie przejrzał artykuł dotyczący korupcji lokalnego polityka. Nie było w nim nic wartego uwagi. Przewertował kilka kolejnych kartek, ale natrafił tylko na artykuły dotyczące mody, zdrowego odżywiania i miejscowych imprez kulturalnych. W końcu dotarł do ostatniej strony, na której widniały czarno białe nekrologi i powoli podniósł głowę.

– Czy coś przegapiłem? – pomyślał z lekkim zawodem.

Gazeta była pełna różnych informacji, ale żadna z nich nie przykuwała szczególnej uwagi. Jack wrócił więc na pierwszą stronę i jeszcze raz spojrzał na zdjęcie młodego mężczyzny. Obok widniało kilka linijek tekstu komentarza. Watson przeniósł tam wzrok i zaczął czytać: Szok i niedowierzanie – tak najkrócej można opisać to, co stało się dzisiaj krótko po północy w domu młodego milionera. Erik Sommersby uległ śmiertelnemu wypadkowi spadając ze schodów i łamiąc kark w swojej podmiejskiej posiadłości. Jednak jak udało się dowiedzieć naszemu dziennikarzowi nie wszyscy uważają, że był to tylko nieszczęśliwy wypadek. Ciąg dalszy na stronie 4-tej.

Jack przeszedł do podanej strony i znalazł kolejne zdjęcie milionera tym razem z piękną dziewczyną, która uśmiechając się trzymała go pod rękę. Była bardzo młoda. Nie mogła mieć więcej niż 18 lat, chociaż czerwona szminka i zaczesane do tyłu blond świadczyły, że dziewczyna chce dodać sobie kilka lat. Jack oderwał wzrok od zdjęcia i czytał dalej: nasz reporter twierdzi, że niektórzy nie wierzą w tak pechową wersję zdarzeń. Wprost oskarżają, teraz już byłą narzeczoną milionera, Veronike Plumer… Jack nagle zesztywniał i jeszcze raz spojrzał na zdjęcie.

– To… mój boże… to niemożliwe – wyszeptał pod nosem, – to jest Veronika Wayne…

Dopiero teraz dostrzegł podobieństwo. Podkreślone kredką oczy i poważny makijaż sprawiały, że na pierwszy rzut oka dziewczynę ciężko było rozpoznać. Jednak to z pewnością była ona, tyle że trochę młodsza i inaczej umalowana.

Watson zaczerpnął powietrza i jednym tchem zaczął czytać dalej.

Panna Plumer cztery miesiące temu przyjęła oświadczyny Erika Sommersby i zamieszkała w jego ekskluzywnej willi. Jednak rodzina pana Sommersby twierdzi, że relacje między narzeczeństwem zaczęły się pogarszać a w domu dochodziło do sprzeczek i awantur. Naszemu dziennikarzowi udało się porozmawiać z panią Lidią Sommersby – siostrą Erika. Oto, co nam powiedziała:

Nigdy nie lubiłam Veroniki Plumer. Zawsze uważałam, że widzi w Eriku tylko pieniądze. I proszę, do czego to doprowadziło.

Na pytanie czy ma jakieś dowody, że to nie był wypadek, odpowiada:

– Nie muszę ich mieć. Wiem dokładnie, co tam się wydarzyło. W ten wieczór w domu Erika nie było nikogo oprócz Veroniki Plumer, To nie mógł być wypadek. Kto we własnym domu ot tak spada ze schodów i ginie? Jestem pewna, że Erik spadł, bo ktoś mu w tym pomógł – kończy zrozpaczona Lidia Sommersby.

Na razie nie wiadomo czy znajdą się jakieś dowody na poparcie takiej tezy. Póki co, musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać na ustalenia policji.

Gdy Watson skończył czytać artykuł, jeszcze chwilę gapił się na rzędy czarnych liter a potem powoli przeniósł wzrok na zdjęcie uśmiechniętej pary.

– A niech mnie – mruknął do siebie – wygląda na to, że Veronika Wayne ma słabość do milionerów.

Ponieważ przepisy publicznej biblioteki nie pozwalały na wynoszenie ze sobą egzemplarzy archiwalnych gazet, Watson postanowił udać się po pomoc do młodej bibliotekarki na parterze. Zszedł po schodach i podszedł do biurka za którym wcześniej siedziała, jednak dziewczyny nigdzie nie było. Z początku myślał, że gdzieś na chwilę wyszła, ale potem ze zdumieniem dostrzegł jej głowę ruszającą się pod blatem biurka.

– Przepraszam… – zaczął niepewnym głosem.

Dziewczyna natychmiast wynurzyła się spod biurka i spojrzała na niego trochę oszołomionym wzrokiem, W jednej ręce trzymała jakieś papiery a z czubka głowy sterczało jej kilka brązowych włosów.

– Przepraszam – powtórzył Watson, – zauważyłem, że ma pani tutaj ksero, czy mógłbym skopiować ten artykuł?

Bibliotekarka przyczesała ręką sterczące włosy i wzięła od niego gazetę.

– Oczywiście… – rzuciła trochę zmieszanym głosem. – To żaden problem. Podeszła do kserokopiarki, włożyła pierwszą stronę do urządzenia i nacisnęła zielony przycisk. W środku błysnęło światło a zaraz potem maszyna wypluła skopiowaną kartkę formatu A4. Po chwili dziewczyna skopiowała resztę artykułu ze strony czwartej i podała wszystko Watsonowi.

– Gazetę musze zatrzymać – poinformowała go, gapiąc się na zdjęcie Erika Sommersby. – Nie wolno ich wynosić.

– Wiem – odparł Watson, – dlatego do pani przyszedłem.

– Pamiętam tą historię – powiedziała otwierając gazetę na stronie

czwartej. – Mówili o tym w telewizji, bardzo przykra sprawa. Jestem ciekawa, co się tam naprawdę wydarzyło.

– Tak… – przyznał Watson, – ja też. Myśli pani, że naprawdę spadł ze schodów?

– Kto to wie. Teraz jest już za późno aby to wyjaśniać. Ta dziewczyna niby sprawia sympatyczne wrażenie, ale… sam pan wie jak to jest w tych czasach… – popukała kilka razy palcem w zdjęcie Veroniki i dodała – nigdy nie wiadomo, co komu strzeli do głowy. Jednego dnia ktoś jest przykładnym mieszkańcem a drugiego…

– Zna pani tą dziewczynę?

– Nie. Wtedy, gdy to się stało, w telewizji nic o niej nie wspominali. Dopiero w gazetach pojawiły się różne plotki, że niby w chwili śmierci była w domu i tak dalej… Chyba tylko ona wie jak było naprawdę.

Młoda bibliotekarka nagle zrobiła poważną minę i rzuciła Watsonowi podejrzliwe spojrzenie.

– A pan co? Chyba nie z policji?

– Nie, nie skądże. Po prostu interesuje się takimi rzeczami. Wie pani… lubię trochę pokopać w przeszłości.

– Acha. No chyba że tak – odparła dziewczyna i znów rzuciła okiem na artykuł w gazecie.

– Dziękuje za pomoc. Muszę już lecieć – Watson chwycił kartki, które mu skserowała i ruszył w stronę drzwi biblioteki. Gdy wyszedł na zewnątrz, pierwszy raz od kilku dni na niebie, zamiast chmur pojawiło się słońce. Rzucało słabe jesienne promienie, ale Jack w ogóle tego nie zauważył. Jego głowę zaprzątał artykuł w gazecie i myśl, że powinien o nim porozmawiać z Veroniką Wayne.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.