Społeczeństwo

Cmentarze

Tekst: Oktawia Galbierska

Pisałam już o obrzędach pogrzebowych oraz mnogości styp na cześć zmarłych. O cmentarzach tylko zaczęłam, więc teraz rozwinę temat. Jak już wiemy, spotyka się je najczęściej na obrzeżach miast i wiosek. Niejednokrotnie, niczym samotne wysepki, wyrastają między przydrożnymi polami i naprawdę trudno się domyśleć, do której miejscowości przynależą. Kiedyś wspomniałam też, że różnice między wyznaniami nie mają na nich znaczenia; spotkałam się tylko z jednym wyjątkiem, mianowicie cmentarzem żydowskim.

Pomniki nie zdarzają się tu często (zależy to naturalnie od stopnia zamożności rodziny denata; wiele pomników należy do Rosjan), zazwyczaj mamy do czynienia z nagrobkami usypanymi z ziemi, podtrzymywanymi ewentualnie drewnianym płotkiem. Na prostym krucyfiksie (wyznanie zmarłego poznaje się po jego wyglądzie) przywiesza się tabliczki z danymi, ze zdjęciem. Na wielu krzyżach powiewają kolorowe tasiemki, przywiązane nad Pasyjką. Same krucyfiksy (wiem, wspominałam już) zaskakują barwami – są zielone, niebieskie, fioletowe; rzadko kiedy niepomalowane. Do ich wykonania używa się metalu, drewnianych jest niewiele lub wcale. Przy niektórych nagrobkach stoją ławki, a na każdym cmentarzu znajduje się stół z siedziskami, jakby zapraszając do wypicia kawy ze zmarłymi. Na Ukrainie nie ma zwyczaju palenia zniczy, właściwie nigdy nie widziałam żadnego w sprzedaży. Kwiaty jak najbardziej.

Przy okazji odpustów parafialnych nawiedza się te miejsca wiecznego spoczynku, aby odprawić na nich nabożeństwo/ mszę. Ludzie przynoszą na groby swoich bliskich… słodycze. Cukierki, ciastka… Ma to chyba osłodzić wieczność i przekupić zmarłego, aby się wstawiał za ofiarodawcą. W Kościele Katolickim księża uczulają na to, aby darować sobie tą praktykę, ale łatwo nie jest. Kapłanom nie chodzi tylko o duchowy wymiar sytuacji, ale również czysto techniczny: cmentarze nie są ogrodzone wcale lub w sposób dość wybiórczy, w związku z czym chodzi po nich wiele psów. Zwierzęta jedzą słodycze, a następnie grzebią w ziemi, szukając więcej smakołyków. A potem ludzie podnoszą krzyk, że cmentarz zdewastowany.

Niektóre z grobów mają własne ogrodzenie, które przypomina dużą klatkę (oczywiście otwartą z góry). Zarówno te, nazwijmy je, elementy architektoniczne, jak i brak pełnego ogrodzenia powodują, że kształty cmentarzy są dość nieregularne. Może dla niektórych będzie brutalne to, co teraz napiszę, ale miejsca pochówku na Ukrainie są dość… radosne. Człowiek aż uśmiecha się widząc tyle koloru, pewną swobodę zamiast posępnego dumania.
Niezwykła historia, opisana w tamtejszej lokalnej gazecie, miała miejsce w Niemirowie jakieś 10 lat temu. Pewnej pobożnej kobiecie, dbającej o groby bliskich, przyśnił się kilkuletni chłopiec. Dziecko poprosiło ją, żeby i dla niego przyniosła kwiaty, bo nikt tego nie robi, a następnie wskazało miejsce swojego pochówku. Było to na terenie ówczesnego wysypiska śmieci (żebyśmy się dobrze zrozumieli: po prostu miejsca pod lasem, gdzie „nic nie było”, więc ludzie zaczęli wyrzucać tam odpady), mieszczącego się już w obrębie zabudowań miejskich. Poruszona kobieta poszła do wyśnionej mogiły z bukietem i po krótkich poszukiwaniach natknęła się na niewielki grobowiec, który ze względu na rozmiar mógł należeć do dziecka. Wstrząśnięta odkryciem poinformowała o sytuacji lokalne media oraz swoją, rzymskokatolicką, parafię. W 2008r. przeprowadzono prace na wspomnianym terenie. Po wywiezieniu ponad 100 ciężarówek ze śmieciami (skłamałabym podając dokładną liczbę, którą niestety zapomniałam – aczkolwiek kołacze mi się, że było to 112 lub 115 samochodów) odkryto dość spory cmentarz, na którym znajdowały się piękne, kamienne pomniki i grobowce z wypisanymi danymi zmarłych. Wszystkie napisy są w języku polskim. Iwaszkiewicz, Chodkiewicz, Miaczyńska, Wyczniewski, Trzebicka – nazwiska szlacheckie (co wnioskuję po końcówce), niektóre znane do dziś. Na kilku pomnikach znajdują się dopiski w stylu „Kochająca żona i matka”, „Wspaniały ojciec” itp. Ci wszyscy zmarli mają pewnie gdzieś w Polsce potomków, który nie zdają sobie sprawy z istnienia niemirowskiego cmentarza.

Pieczę nad tym miejscem objęła parafia rzymskokatolicka pw. Św. Józefa Robotnika. (Zresztą innych chętnych raczej nie było). Jej członkowie pomagali w renowacji – sprzątali, wydobywali zapadłe pomniki. Rokrocznie rozpoczynają odpustowe nawiedzenia zmarłych od „polskiego cmentarza”; dopiero potem idą odwiedzić bliskich. Tu każdy grób ma swojego opiekuna, który dba o jego wygląd. Każdy zmarły ma osobę, która się za niego modli.
To miejsce jest niezwykłe; schowane za murem, przykryte rozłożystymi drzewami. Połamanymi, betonowymi alejami nie da się odwiedzić każdego ze zmarłych, trzeba wejść w trawę i bluszcz. Słońce przebija przez liście, punktowo oświetlając pomniki. Wdycha się zieleń i spokojną pamięć.

Tylko stado kur bezczelnie przechadzające się między grobami psuje ten moment zadumy.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.